Robert Lewandowski nie zasmakuje tegorocznych Mistrzostw Świata z perspektywy boiska. Kapitan reprezentacji Polski będzie biernym obserwatorem imprezy czterolecia, na której bardzo mu zależało. Postawa zawodnika FC Barcelony pokazywała ile znaczy dla niego gra w narodowych barwach. Czy 37-latek mógł zrobić coś więcej? Patrzymy na starcia z Albanią i Szwecją, po których może nadejść koniec przygody z kadrą. Koniec, który jest przedwczesny…
Walczak
Robert Lewandowski zanotował 164 i 165 mecz w koszulce z „Orzełkiem na piersi” w ramach baraży o Mistrzostwa Świata. Gwiazda naszej reprezentacji zostawiła serce podczas obu rywalizacji. Mamy przed oczami aktywną postawę naszej gwiazdy w pressingu, bo to właśnie kapitan był prowodyrem w tej kwestii. Ostatnie minuty meczu na PGE Narodowym – snajper FC Barcelony doskakiwał do rywali na ich połowie, aby oni nie mogli swobodnie wykonać rzutu z autu.
Mogliśmy narzekać na poruszanie się po placu gry zawodników Jana Urbana, ale to tworzy kolejny moment 37-latka. Najskuteczniejszy strzelec w historii „Biało-czerwonych” wracał szybciej od młodszych kolegów i potrafił wyłuskać piłkę od przeciwnika. Gracz „Blaugrany” dawał przykład w doskakiwaniu jak przystało na lidera zespołu. Kapitan nie tylko był, ale żył tymi meczami. Po reakcjach Roberta Lewandowskiego odczytywaliśmy ile ważyły dla niego te spotkania.
Napastnik reprezentacji Polski dał impuls w jakże trudnym meczu z Albanią. To jego główka oraz zachowanie w polu karnym przebudziło nadzieję, że podopieczni Sylvinho są do ogrania. Robert Lewandowski cofał się ze swojej nominalnej pozycji, aby wesprzeć kolegów w kreowaniu sytuacji bramkowych. Matty Cash nie zdążył do przeszywającego podania, którego autorem był kapitan kadry. 37-latek chciał być pod grą i wychodził na przeciw kolegom, aby wspomóc w tworzeniu sytuacji. Wiemy, że budowanie ataków pozycyjnych nie jest naszą mocną stroną co pokazały m.in. nasze batalie o Mundial.

Niedosyt
Robert Lewandowski stykał się w swojej karierze z najtrudniejszymi środkowymi obrońcami na świecie. W meczu ze Szwecją nie ujrzeliśmy zawodników, z którymi nasz kapitan nie radziłby sobie. Na przeciwko snajpera FC Barcelony stanął obrońca Celty Vigo – Carl Starfelt. 30-letni defensor grał w meczu ligowym, kiedy 165-krotny reprezentant Polski wpakował hat-tricka.
W 12.kolejce La Liga podopieczny Hansiego Flicka znajdował sobie miejsce w polu karnym, lecz we wtorkowy wieczór brakowało przestrzeni w tej strefie. Wydawało się, że nazwiska szwedzkich obrońców nie powinny sprawić problemu dla „Lewego”, a sytuacje bramkowe przyjdą. Przy naszym ofensywnym ustawieniu liczyliśmy na kunszt naszej „9”, która zaprowadzi nas swoim instynktem na kolejną wielką imprezę.
Jednak rzeczywistość okazała się kompletnie inna. Robert Lewandowski oddał dwa strzały i dwukrotnie celował zza „szesnastki”. Dla porównania z meczem w lidze hiszpańskiej pomiędzy FC Barceloną, a Celtą Vigo 37-latek pokonywał bramkarza uderzeniami z pola karnego. To jest przestrzeń, która budzi niedosyt w występie Roberta Lewandowskiego i formacji ofensywnej. W takim spektaklu nie podziwialiśmy w roli głównej naszej najmocniejszej broni. Naboje „Lewego” nie wystrzeliły, a postacie drugoplanowe nie wypracowały momentów do użycia broni.
Szwedzi wiedzieli jak istotną postacią jest nasz napastnik, na którego zwracali uwagę także w naszej postawie obronnej. Strzelec 89 goli dla Polski został przyblokowany przy rzucie wolnym co miało wpływ na przekucie stałego fragmentu gry na bramkę w wykonaniu zespołu Grahama Pottera.
🤍❤️
__
10′ #SWEPOL 0:0 🇸🇪🇵🇱 pic.twitter.com/YCblH44gjT— Łączy nas piłka (@LaczyNasPilka) March 31, 2026
Szmer otoczki
Piłkarze, którzy mieli robić szum wokół Roberta Lewandowskiego nie rozpychali się tak mocno jak jesienią ubiegłego roku. Jakub Kamiński nie przeciągnął swojej współpracy z kapitanem na mecze barażowe. Nicola Zalewski nie popisywał się wrzutkami jak w Atalancie Bergamo, gdzie Gianluca Scamacca oczekuje na wrzutki grane w punkt. Wszedł z ławki rezerwowych Oskar Pietuszewski, który także nie odnajdywał podaniem ścieżki do byłego gracza FC Bayernu Monachium.
Napastnik reprezentacji Polski przyczynił się do najgroźniejszej sytuacji jaką sobie stworzyliśmy, odliczając gole. Piłkarz FC Barcelony przejął piłkę, a Matty Cash posłał idealne podanie do Karola Świderskiego. Ostatecznie był to moment triumfu dla bramkarza Szwecji i to nie ostatni tamtego wieczoru.
Marzenia
Jechaliśmy do Szwecji z ogromnymi nadziejami, które są już tylko wspomnieniami. Mieliśmy w planach spędzić z reprezentacją Polski letnie wieczory i noce. Ścieżka wydawała się nam sprzyjająca, bo ekipy, z którymi rywalizowaliśmy były w naszym zasięgu. Robert Lewandowski marzył o kolejnym wielkim turnieju tak samo jak cała kadra. Płacz Jakuba Kamińskiego mówi więcej niż tysiąc słów.
Kapitan nie schował się, lecz powędrował do kibiców i spędził z nimi te ciężkie chwile. Przywódca utożsamił się ze wszystkimi, którzy zasiedli przed telewizorami, ale przede wszystkim z tymi, którzy wylecieli na ten mecz. Lider nie uciekł od tych, którzy poświecili swój czas, aby wesprzeć tę grupę. Każdy z nas zidentyfikował się z tą drużyną, a to jest rzadki obrazek w przypadku naszych piłkarzy.
Zespół, który częściej krytykujemy niż chwalimy dał nam argumenty, abyśmy marzyli razem z nimi. Znów mogliśmy ponieść się wodzy fantazji wizją Mistrzostw Świata. Robert Lewandowski robił co mógł, aby zrealizować te plany. Nie machał rękoma. Nie gestykulował na popis, lecz marzył o zrealizowaniu celu. Ta reprezentacja marzyła, a my razem z nią. Dzisiaj mamy w sobie smutek, bo widzieliśmy reprezentację, która była blisko wywalczenia awansu…
Dziękujemy, że byliście z nami!
__
FT #SWEPOL 3:2 🇸🇪🇵🇱 pic.twitter.com/kEfydzV9uN— Łączy nas piłka (@LaczyNasPilka) March 31, 2026
Czy to już jest koniec?
Robert Lewandowski dał Polsce wiele wspaniałych chwil, które zapamiętamy na zawsze. Wiecznie krytykowana postać polskiego sportu, która zapisze się na kartach historii. Jego gol na Stadionie Narodowym w meczu otwarcia Euro 2012. Jego bramki w eliminacjach, które pozwalały nam awansować na wielkie turnieje. Remis z Hiszpanią na Euro 2020 jest zasługą kapitana reprezentacji Polski. Pamiętamy wzruszenie „Lewego”, gdy wpisał się po raz pierwszy na listę strzelców w ramach turnieju Mistrzostw Świata. Ileż razy ratował nas od kompromitacji i dawał nam wytchnienie. Niezliczone są momenty, w których ten gracz wyciągał nas z niemocy.
Najzwyczajniej na świecie jest szkoda Roberta Lewandowskiego. Ta kariera reprezentacyjna zasługiwała na zwieńczenie podczas wielkiej imprezy. Ta historia prosiła się o zapisanie czegoś wyjątkowego. Nie zamykamy 37-latkowi tej możliwości. Prędzej chcielibyśmy, aby ta nieudana misja została odkupiona Mistrzostwami Europy w 2028 roku. Piłkarz wybitny, który może zejść ze sceny po cichu.
Przypomina się historia polskich siatkarzy sprzed dwunastu lat, którzy święcili sukces na koniec swoich karier. Krzysztof Ignaczak, Paweł Zagumny, Mariusz Wlazły i Michał Winiarski. Oni zamknęli rozdział kariery reprezentacyjnej w katowickim Spodku ze złotym medalem i tytułem mistrza świata. Piękne, barwne kariery zostały zwieńczone w sposób godny wielkich mistrzów. Fotografie „Winiara”, podnoszącego puchar, powracają z olbrzymim wzruszeniem.
Rodzi się w sercach żal, gdy myślimy o Robercie Lewandowskim. On najprawdopodobniej nie doświadczy godnej puenty na jaką pracował przez kilkanaście lat dla chwały reprezentacji Polski i wszystkich, którzy jej sympatyzują.